Pamiętam lata osiemdziesiąte, choć wtedy byłam jeszcze siksą…
Wtedy… nigdy nie pomyślałam, aby
wyjechać z kraju. Miałam zwykłą nadzieję, choć byliśmy w mocy Wielkiego Brata.
Miałam przekonanie, że nawet wielu z
tych , którzy stoją „ po właściwej stronie” , myśli inaczej, że… kierują się
wygodą , strachem… Łączył nas jeden cel – wolność, demokracja. Wówczas, wydawał
się jakże odległy. Byliśmy różni… Cicho roznosiliśmy ulotki, uczyliśmy się prawdziwej historii i
literatury z książek drukowanych na powielaczach i na tajnych spotkaniach. Nie znosiłam wtedy
pozerów, którzy przechwalali się swoją działalnością opozycyjną, dużo krzyczeli
… Kim byli naprawdę … ?
Dziś jestem przerażona. Nie mam
nadziei. Dziś czuję żal, że tracimy to wszystko, co zbudowaliśmy od 1989 roku.
Pewnie kiedyś opamiętamy się, pewnie kiedyś będziemy mieli mądre władze i
zaczniemy znów mozolnie tworzyć demokrację…, ale po co niszczyć z trudem
wywalczoną wolność? W latach
osiemdziesiątych nie mieliśmy nic do stracenia, mogło być tylko lepiej… Teraz
przegrywamy wszystko. Na własne życzenie, ponieważ tak wybraliśmy. Matematycznie
nie mamy szans zatrzymać się . Przecież każda ustawa zostanie przegłosowana.
Gdy pierwszy raz słyszałam „Mury”
Kaczmarskiego , byłam zła, że stworzył pieśń o braku porozumienia, gdy czuliśmy
się solidarni. Czułam niepokój, bo w głębi duszy, analizując naszą historię, wiedziałam, że to pieśń
profetyczna. „A mury rosły,rosły…”
2017
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz