Warszawianka, ale nie
czuła nigdy magii miasta.
Zakochana w Krakowie szukała
czegoś, czego znaleźć nie można w innym miejscu.
Starówka wydawała się jej nijaka, zwykłe brukowane uliczki,
zwykli ludzie ,
Wisła szara i smutna, nawet księżyc i gwiaździste niebo nie miały duszy.
Warszawianka, nie
wiadomo dlaczego, kiedyś zauważyła Warszawę,
Starówka zaczęła czarować, Kolumna Zygmunta zawadiacko
uśmiechała się…
Może to kwestia czasu ?
Czasu na bycie z sobą…wtedy w zwykłości dostrzeże się
niezwykłość spadających gwiazd …to przecież Gwiazdy, a nie jakieś kawałki
meteorytów…
Może to kwestia czucia…, które z trudem walczy przytłaczane
absurdalnością świata…gdy zwycięża, zauważamy magię zwykłych rzeczy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz