Pierwszy dzień
Już czuję się uwięziona. Nie mogę iść do pracy, nie mogę wziąć wnusia do siebie. Tzn. mogę, ale nie powinnam bez potrzeby jeździć tramwajem. Brakuje mi codziennego rytmu. zmęczenia, braku czasu...W sklepach oblężenie, zamówiłam przez Internet na za dwa tygodnie. Nawet do pana, który przyjeżdża z warzywami, ustawiła się długa kolejka. Poczekam do wieczora. Ziemniaków nie zabraknie.
Próbuję pracować, sprzątać, czytać... Uczniowie jeszcze nie przysłali mi prac.
Nie mogę skupić się nad książką… Byłam w aptece. Wpuszczają po trzy osoby. Słusznie oczywiście, ale co z pracownikami sklepów? Dobrze ,że jest Internet,
że istnieje choć kontakt wirtualny Omawiałam niedawno Dżumę A.Camus. Zawsze starałam się wczuć w psychikę bohaterów. Rozumiałam doktora Rieux .Akceptował Ramberta, który nielegalnie chciał wydostać się do ukochanej. Rozumiem, że tylko, albo raczej aż , pragnął być z kimś bliskim, pragnął wolności , normalności. To było głupie, nierozważne, ale tak czuł. W końcu został, pomagał przy chorych. Podziwiałam Rieux za jego postawę. Trzeba robić swoje w takich sytuacjach. Tylko tyle i aż tyle. Próbuję żyć zgodnie z tą zasadą. Na razie udaje się. Wszyscy moi uczniowie mają zadane prace. Niektórzy kontaktują się ze mną. Niektórzy stali się nadzwyczaj pilni.
Czytam o kolejnych przypadkach zachorowań, o kolejnych ograniczeniach. Wiem,
że będzie ich więcej, wiem że choroba może dotknąć każdego. Czy dam radę zachować się jak bohaterowie Dżumy, czy zawładnie mną panika, czy jeszcze nie zawładnęła? Co z bezdomnymi? Trzeba nimi zająć się, dla ich i dla naszego dobra.
Dwa miesiące temu ogarnął mnie lęk, gdy usłyszałam o wirusie w Chinach, ale to był lęk abstrakcyjny , jakaś głupia nadzieja, albo raczej życzenie podpowiadały, że nie będzie bardzo źle. Tydzień temu przeczytałam o pierwszym przypadku w Polsce. Wystraszyłam się..się. Wiedzialam, że to początek...Życie zamiera... Pokonuje nas natura... Życie zamiera... Nic nie działa normalnie... Zawieszone zawody sportowe, różne instytucje granicząca działalność...I ciągła świadomość, że będzie gorzej...
Czy boję się? Tak! Przyznaję, że boję się, o siebie, o bliskich, boję się bezradności.
Czuje się zniewolona. Nie daję rady! To pierwszy dzień, będzie gorzej... Czy będę umiała pomagać, gdy będzie taka potrzeba? Czy ochronię bliskich, przecież nic nie mogę zrobić? Każda epidemia przemija, ta też, ale kiedy? Na razie przed nami tygodnie czekania, nadziei, bezradności, strachu… Zmarła druga osoba.
Dzień drugi
Myślenie egoistyczne. Dziecko przyjdzie po laptopa . Robię im obiad,.Nie wiem kiedy go zobaczę, kiedy zobaczę wnuczka , synową? Kiedy znów będę mogła zrobić im jedzonko? Kiedy będzie normalnie?Boję się.Coraz więcej ograniczeń. Jest dopiero szósta rano...Co przyniesie dzień...? Co jest ważne? 6.30 Uczennica przysłała pracę. Normalnie zgłosiłaby nieprzygotowanie. Studentka pyta o materiały.Muszę odwołać korepetycje. Gdy zaczynam pisać, jest mi łatwiej. Syn jednak nie przyjdzie.Chce mi się płakać. Wiem, że tak lepiej. Pewnie w pracy dostał laptop do pracy zdalnej ...
Uczniowie przesyłają prace...Sprawdzam...
Dzień trzeci
Pracuję, sprawdzam prace, dużo,bardzo dużo prac. Wszyscy piszą jakby bali się ,że nie zdążą. Ja sprawdzam jakbym bąła się, że nie zdążę, że coś się stanie...
Mija dzień..
Czytam informacje, boję się... Zmarła czwarta osoba, prawie 160 zakażonych. Przelewam kasę na zakup słoików.Gotują zupy dla personelu i starszych ludzi. Powinnam zgłosić sie, gdzieś do wolontariatu. Jak tęsknię za dziećmi...Kiedy ich zobaczę? Czy zobaczę?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz