sobota, 21 marca 2020

Wirtualna normalność


Wirtualna normalność

Na chodniku odsuwamy się od siebie, patrzymy podejrzanie, może to chory myślimy, może nosiciel, myję klamki, produkty kupione w sklepie, do sąsiadki nawet nie wchodzę, podaję jej tylko zakupy z apteki, patrzę przez okno... pusto, ktoś tylko chodzi z psem. Wracam do smartfona. Patrzę, kto jest na Messengerze, przeglądam socjal media. Szukam wirtualnego znaku życia.

Świat wirtualny stał się jedynym dostępnym, jedynym, gdzie jeszcze próbują żyć resztki normalności. Przecież praca też jest wirtualna. Nie widzę reakcji uczniów, nie widzę radości w oczach, ani znudzenia, czasami z kimś porozmawiam na messengerze. Ów szklany wizerunek musi wystarczyć.

Zarzucano nam ,że upadają relacje w Realu... To prawda, dużo czasu spędzaliśmy w necie, ale to był czas dobrowolny, oprócz tego żyliśmy w świecie niewirtualnym. Internet był jego składnikiem. Niektórzy uzależnili się, tak jak uzależnili się od papierosów, alkoholu, narkotyków, pracy .Teraz Internet jest jedynym, co nam zostało ... Nie wystarcza, nie zastąpi widoku bliskiej osoby, koleżanki
z pracy. Dobrze, że jest. Nie wyobrażam sobie dziś funkcjonowania bez netu

Przeraża mnie świadomość braku wpływu na przyszłość. Nie wiem co będzie za miesiąc, nie wiem kiedy będzie normalnie. Wyszłam z psem, na ulicy było sporo ludzi. Kiedyś pewnie nie zauważyłabym ich. Przeszłam na drugą stronę. Potrzebowałam głupiego dżemu. Weszłam do sklepu.Za dużo osób. Wyszłam.
U weterynarza zabrali psa do gabinetu. Nie mogłam wejść z nim jak zwykle. Rozmawiałam
 z dziećmi… na Skypie.
Patrzymy teraz na siebie nie jak na ludzi ,ale jak na potencjalnych nosicieli śmiercionośnego wirusa 
.Więc, patrzę przez okno  na ledwie żywe miasto, na budzącą się wiosnę, na .pierwsze liście

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz