czwartek, 11 kwietnia 2019

Współczesny Wokulski pracuje w korporacji


Współczesny Wokulski sam sobie wybiera liceum. Ma plany, studia, coś związanego z nowymi technologiami w medycynie, biologii, fizyce… może biotechnologia, albo nanostruktury? Na studiach oczywiście planuje wyjazd w ramach ERASMUS-a, zdobycie doświadczenia, inne spojrzenie.
 W przyszłości chce zająć się nauką, prowadzić badania, może przyczynić się do istotnych odkryć… Zastanawia się, jakie przedmioty wybrać na maturze. Więcej niż obowiązkowe.

Współczesny Wokulski zakochuje się. Jeśli ma szczęście przeżywa pierwszą prawdziwą odwzajemnioną miłość. Oboje zdają dobrze maturę, dostają się na Uniwersytet Warszawski.
Współczesny Wokulski też jest zakochany, jak jego pozytywistyczny poprzednik.  W szkole drwił z dylematów:  romantyk czy pozytywista, nie rozumiał, dlaczego Staś dla miłości rzuca marzenia o badaniach naukowych,  cenił postawę Ochockiego, który życie podporządkował nauce. Teraz… teraz sam staje przed podobnym wyborem…
Współczesny Wokulski rzuca wymarzone studia. Idzie do pracy, wynajmuje mieszkanie.
Jest odpowiedzialny, opiekuje się ukochaną. Nie chce pomocy. Zresztą i tak byłaby to pomoc niewielka. Rodzice pewnie są nauczycielami , a ukochana też w domu ma niełatwą sytuację. Zapisuje się  na studia zaoczne prywatne, najtańsze, ale  rezygnuje z nich , gdy postrzega, że poziom nauczania dostosowany jest do większości, pragnącej zdobyć „papierek” – tytuł magistra a nie nauczyć się czegoś.
Zaczyna pracować w korporacji. Więcej zarabia. Znów próbuje studiować zaocznie, ale na Uniwerku. Pracuje na trzy zmiany, często w weekendy. Próbuje ustawić grafik pod studia… Nie daje rady… Nie może wziąć urlopu, aby przyjść na egzamin. Musi opuścić kolejne kolokwium….  Zawala terminy… Wylatuje ze studiów !

Współczesny Wokulski dalej pracuje w korporacji. Już nie chce studiować. Mówi, że liczy się doświadczenie, że w pracy, też ciągle czegoś uczy się. Koledzy kończą studia. Żona robi już studia magisterskie, trochę dorabia, na praktykach zabłysnęła, teraz ma wiele propozycji, czeka tylko na dyplom.
Współczesny Wokulski pracuje w korporacji, znajduje sobie pasję. Gra w amatorskiej lidze siatkówki.
Współczesny Wokulski  ma szczęście jest w szczęśliwym związku. Jest młody, może realizować wszelkie marzenia. Na razie pracuje w korporacji, próbuje odkładać pieniądze, co jest trudne oczywiście. Może kiedyś będą mogli wziąć kredyt na własne mieszkanie, może wyjadą za granicę, może  zostaną rodzicami. Dziś, nawet, jeśli marzy o innej pracy , tu czuje się w miarę stabilnie, wśród fajnych ludzi.

Współczesny Wokulski też wybiera miłość. Dobrze, że nie zakochał się we współczesnej Łęckiej.



poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Weekend według Bruno Schulza przy lekturze wypracowań



Wieczór… latarnie rozświetlają jesienną burą ulicę wielkiego miasta. Przeciąg…!   Ze stołu spadają zapisane kartki. W Masterchefie  ktoś kroi mięso  kangura na stek… Zagajewski zaczyna wykład  o doświadczeniach życiowych… Wciąż te same a jednak nowe, za każdym razem są odkryciem…tylko nasze, choć znane od wieków… A gdzie tu miejsce na hedonizm, radość z każdej chwili – wtrąca Epikur. Przecież natura pozwala odczuć przyjemność chwili, zatęsknić za „krajem lat dziecinnych”. Z arkadyjskiego świata Soplicowa wyłania się Horacy. W końcu wybudował swój pomnik, więc musimy rozmawiać z owym celebrytą. Gwałtowna burza zrywa mostek. Zachodzi słońce, chłopi schodzą z pola… Echo powtarza koncert Wojskiego, podczas gdy nieopodal jeziorka podają sobie ręce. A Zagajewski wciąż snuje refleksje o nowych doświadczeniach… radość,  smutek znamy wszyscy… może Arystoteles miał rację wymyślając zasadę złotego środka. Z piedestału schodzi dumny Dionizos. Gdyby nie ja nie byłoby tragedii – wykrzykuje i znika. Rzeźba Ikara bez skrzydła rozsypuje się w kawałki. I tak nikt o niej nie pamięta… taki jest los Donkichotów. W Masterchefie ktoś ukręca głowę krewetce…Jeden. dwa jeden, dwa , cztery…teza…rozwinięcie…brak…krewetka polana sosem leży na talerzu. Inny punkt widzenia i  powoli zamyka dzień... . blady blask księżyca próbuje konkurować z bezczelnym światłem latarni...

2018 r.

Piotr Szczęsny


Piotr Szczęsny

Podpalił się
Jak bohater Małej Apokalipsy, jak inni dawniej, w innym systemie.
Jedni nie wiedzą ,co robić, co mówić?
Drudzy mówią, że wariat –
On…   tylko bał się znów utracić wolność
On …  tylko krzyknął: nie! Nie zgadzam się! Obudźcie się!
On …  aż …
Współczesny Prometeusz – czy też dał ludziom ogień?

2017r.

niedziela, 7 kwietnia 2019

Bezdomny


Wszedł do tramwaju
Usiadł
Śmierdzi
Ludzie odsunęli  się !
Było zimno - pewnie chciał się ogrzać?
Może jechał do jadłodajni?
Trzymając w plastikowym worku swój śmierdzący dobytek
Skulił się, prawie zniknął, choć był wysoki.
Wiedział, że śmierdzi...
Może chciał z kimś pogadać, ale z kim?
 Ludzie skupili się na drugim końcu tramwaju.
Samotny, brudny, odtrącony zmierzał w przyszłość bez nadziei.
Kiedyś był pewnie  przyjacielem, szefem, mężem,
Dziś – wszedł do tramwaju, usiadł, śmierdzi…

Wigilia


Wigilia

Do Ani zadzwoniła siostra bliźniaczka.
- W tym roku nie będzie nas na wigilii. Wyjeżdżamy w góry.
- Świetnie. Kiedy jedziecie? Pociągiem? Planujecie narty, czy też piesze wycieczki?

Wiedziałam, że kiedyś spędzę święta bez siostry-pomyślała Ania.
Kasia ma swoje życie, chłopaka, swoje plany - to normalne.
Cieszę się, że wyjadą spędzą miło czas świąteczny, naprawdę cieszę się…
Nie możemy zawsze razem spędzać świąt, nie możemy zawsze często widywać się…
Nie jesteśmy już małymi dziewczynkami, które  prawie nigdy nie rozstają się.

Przecież to tylko jeden dzień, jedna kolacja, parę potraw, choinka, prezenty… to tylko nastrój, który mija, chwila, poczucie bezpieczeństwa…
Naprawdę cieszę się, że wyjadą, że spełniają marzenia.
Zadzwonił Marek. 
-Może wpadniecie do nas na wieś. W święta jest bajecznie.
-Ok. Pomyślę, ale chyba nie. Jeśli Kasi zmienią się plany, jeśli zechcę wpaść 26 po powrocie?
Pewnie nie, bo wracają nocnym pociągiem, zechcą odpocząć w domu..ale jednak jeśli…
2017



Grzegorz Miecugow




Chyba jeszcze wczoraj słuchałam Go
Powiadomienie w smartfonie budzi z letargu
Dlaczego?... Nie zgadzam się…!
Już nie będzie niedzielnych nocnych rozmów w Innym punkcie widzenia
Już nie powie nic w Szkle kontaktowym

To boli… strasznie boli…
Jakże  nagle małe stały się wielkie problemy…

2017

Kolejny atak terrorystyczny




11 września wstrząsnął światem. Pojawiło się nowe przerażające oblicze terroryzmu.
Czy jesteśmy bezradni? W jakimś sensie tak. Przecież zwyczajnie nie da się wszystkiego zabezpieczyć, nie da się zapobiec wszystkim próbom ataku.

12 września w świtem nad mym miastem leciały zwykłe samoloty. Irracjonalnie bałam się, choć wiedziałam, że pewnie helikopterem przewożą rannego, albo serce, aby komuś ratować życie… Bałam się owej nocy o  rodzinę , małe jeszcze dzieci, nie wyobrażałam sobie przyszłości… a przecież mimo wszystko w kolejne dni, miesiące i  życie toczyły się dalej.
  Pamiętam jak 11września ludzie w supermarkecie zatrzymali się przed działem z telewizorami. Zrobiło się cicho…
W myślach widziałam cierpiących i , współczułam  tym, którzy stracili bliskich.
Od tamtej pory nie doszło do wielu planowanych ataków, ale zbyt wiele okazało się skutecznych. Konsekwencje zawsze są takie same. Cierpią ludzie, giną dzieci, rodzice, przyjaciele…
Każdy zamach jest wstrząsem, tragedią… Dla bliskich ofiar jest najgorszym dniem w życiu. A  dla nas, szczęśliwców, których nie dotknął bezpośrednio? Tym razem nam się udało!
Mam wrażenie, że podświadomie wypieramy myśli, że przecież też mogliśmy być w Paryżu czy Barcelonie, w złym miejscu, w złym momencie, że w Polsce też nie możemy czuć się bezpieczni.  Mam wrażenie, że przyzwyczailiśmy się do zamachów. Stały czymś, co może się zdarzyć, częścią globalnej rzeczywistości.
Oczywiście szokują nas, przerażają, wywołują lęk, ale są to inne przeżycia niż paręnaście lat temu.