piątek, 13 marca 2020

KOVID w marcu


Pierwszy dzień

Już czuję się uwięziona. Nie mogę iść do pracy, nie mogę wziąć wnusia do siebie. Tzn. mogę, ale nie powinnam bez potrzeby jeździć tramwajem. Brakuje mi codziennego rytmu. zmęczenia, braku czasu...W sklepach oblężenie, zamówiłam przez Internet na za dwa tygodnie. Nawet do pana, który przyjeżdża z warzywami, ustawiła się długa kolejka. Poczekam do wieczora. Ziemniaków nie zabraknie.
Próbuję pracować, sprzątać, czytać... Uczniowie jeszcze nie przysłali mi prac.
Nie mogę skupić się nad książką… Byłam w aptece. Wpuszczają po trzy osoby. Słusznie oczywiście, ale co z pracownikami sklepów? Dobrze ,że jest Internet,
że istnieje choć kontakt wirtualny Omawiałam niedawno Dżumę A.Camus. Zawsze starałam się wczuć w psychikę bohaterów. Rozumiałam  doktora Rieux .Akceptował Ramberta, który nielegalnie chciał wydostać się do ukochanej. Rozumiem, że tylko, albo raczej aż , pragnął być z kimś bliskim,  pragnął wolności , normalności. To było głupie, nierozważne, ale tak czuł. W końcu został, pomagał przy chorych.  Podziwiałam Rieux za jego postawę. Trzeba robić swoje w takich sytuacjach. Tylko tyle i aż tyle. Próbuję  żyć zgodnie z tą zasadą. Na razie udaje się. Wszyscy moi uczniowie mają zadane prace. Niektórzy kontaktują się ze mną. Niektórzy stali się nadzwyczaj pilni.

Czytam o kolejnych przypadkach zachorowań, o kolejnych ograniczeniach. Wiem,
że będzie ich więcej, wiem że choroba może dotknąć każdego. Czy dam radę zachować się jak bohaterowie Dżumy, czy zawładnie mną panika, czy jeszcze nie zawładnęła? Co z bezdomnymi? Trzeba nimi zająć się, dla ich i dla naszego dobra.

Dwa miesiące temu ogarnął mnie lęk, gdy usłyszałam o wirusie w Chinach, ale to był lęk abstrakcyjny , jakaś głupia nadzieja, albo raczej życzenie podpowiadały, że nie będzie bardzo źle. Tydzień temu przeczytałam o pierwszym przypadku w Polsce. Wystraszyłam się..się. Wiedzialam, że to początek...Życie zamiera... Pokonuje nas natura... Życie zamiera... Nic nie działa normalnie... Zawieszone zawody sportowe, różne instytucje granicząca działalność...I ciągła świadomość, że będzie gorzej...
Czy boję się? Tak! Przyznaję, że boję się, o siebie, o bliskich, boję się bezradności.
Czuje się zniewolona. Nie daję rady! To pierwszy dzień, będzie gorzej...  Czy będę umiała pomagać, gdy będzie taka potrzeba? Czy ochronię bliskich, przecież nic nie mogę zrobić? Każda epidemia przemija, ta też, ale kiedy? Na razie przed nami tygodnie czekania, nadziei, bezradności, strachu… Zmarła druga osoba.


Dzień drugi 
Myślenie egoistyczne. Dziecko przyjdzie po laptopa . Robię im obiad,.Nie wiem kiedy go zobaczę, kiedy zobaczę wnuczka , synową? Kiedy znów będę mogła zrobić im jedzonko? Kiedy będzie normalnie?Boję się.Coraz więcej ograniczeń. Jest dopiero szósta rano...Co przyniesie dzień...? Co jest ważne? 6.30 Uczennica przysłała pracę. Normalnie zgłosiłaby nieprzygotowanie. Studentka pyta o materiały.Muszę odwołać korepetycje. Gdy zaczynam pisać, jest mi łatwiej. Syn jednak nie przyjdzie.Chce mi się płakać. Wiem, że tak lepiej. Pewnie w pracy dostał laptop do pracy zdalnej ...
Uczniowie przesyłają prace...Sprawdzam... 
Dzień trzeci
Pracuję, sprawdzam prace, dużo,bardzo dużo prac. Wszyscy piszą jakby bali się ,że nie zdążą. Ja sprawdzam jakbym bąła  się, że nie zdążę, że coś się stanie...
Mija dzień..
Czytam informacje, boję się... Zmarła czwarta osoba, prawie 160 zakażonych. Przelewam kasę na zakup słoików.Gotują zupy dla personelu i starszych ludzi. Powinnam zgłosić sie, gdzieś do wolontariatu. Jak tęsknię za dziećmi...Kiedy ich zobaczę? Czy zobaczę?  




niedziela, 3 listopada 2019

Awans za patriotyzm



Ktoś napisał na fb post o naszym społeczeństwie.

[…]WCALE SIĘ AŻ TAK BARDZO NIE ZMIENILIŚMY! Przynajmniej nie na przestrzeni ostatniego półwiecza… Jesteśmy właściwie bardzo podobni do tych Polaków sprzed 30, 40 lub 50 lat! Zmieniły się tylko warunki, a wraz z nimi jedne nasze złe cechy usunęły się w cień, a inne z kolei stały się pierwszoplanowe. Problem w tym, że zupełnie fałszywie postrzegamy obecnie dawnych samych siebie. Sami, na użytek wewnętrzny i zewnętrzny, stworzyliśmy mit narodu niepokornego, dumnego, niezłomnego, zjednoczonego, gotowego do poświęceń. A to kompletna bzdura albo mrzonka! Bo takim narodem byliśmy może w czasie wojny i niemieckiej okupacji. Ale na pewno nie w czasach socjalizmu…[…]




Niestety dużo w tym prawdy. Dam przykład z życia, który wydaje się absurdalny, nadawałby się do scenariusza filmu Barei. Koleżanka z podwarszawskiej miejscowości, gdzie rządzi PIS, do nagrody burmistrza wypełniała ankietę dokonań. Co pisała? Wszystkie działania
z dzieciakami ( klasy 1-3), przedstawiała w kontekście patriotyzmu, nawet jak
z patriotyzmem nie miały nic wspólnego. No, ale jako patriotyzm da się przedstawić nawet zbieranie liści i określanie gatunku drzew. Nagrodę dostała. Czy to nie PRL? Wszytko na siłę i na pokaz i...po to, aby zasłużyć się. Gdzie etyka? Gdzie prawda? Nie wystarczy być dobrym, aby dostać nagrodę, trzeba ściemniać, interpretować, by dostosować się do ideologii.

 Sama pamiętam, jak na początku strajku w latach 80.Byłam zawiedziona, że chodzi o sprawy ekonomiczne, dorabiałam sobie ideologię wolności , która potem stała się faktem. ale...Jednak istniała też opozycja, tajne spotkania, gdzie poznawaliśmy prawdziwą historię,  roznosiliśmy  bibułę …. Na szczęście mogę być dumna, że mój tata nie mógł skorzystać z oferty prowadzenia badań naukowych w Szwajcarii, bo do partii nie należał i nie zapisał się mimo sugestii instytutu, wszak przecież takim dorobkiem naukowym powinien być kierownikiem pracowni. Jednak, jako niepartyjny mógł tylko marzyć o awansie. Gdy Miłosz otrzymał Nobla, znałam jego twórczość nie tylko z domu, RWE ( Radio wolna Europa), ale ze szkoły. Gdzieś pani te informacje przemyciła nam. Jeszcze, gdy uczyłam się
w liceum, moi starsi znajomi wylecieli ze studiów za poglądy… I takich przykładów mogę dać wiele. Wiem, pewnie w takim środowisku obracałam się, ale… koleżanka z klasy zapisała się do partii, aby mieć punkty na studia. Ciekawe, czy sprzedałaby nas, gdyby wiedziała, czym zajmujemy się? Bo o takich rzeczach nie mówiło się, nawet w domu. No właśnie… Zastanawiam się do dziś nad znajomymi, którzy chwalili się działalnością opozycyjną. Czy to była głupota i szczęście równocześnie, bo uznano ich za nieszkodliwych, czy byli wtyczkami? Historia od wieków pokazuje, że jesteśmy skłóceni, nie umiemy  z różnic budować czegoś konstruktywnego.  Dopiero wspólny wróg jednoczy nas. Niestety na chwilę!

środa, 17 lipca 2019

Dziewczyna w deszczu na przystanku w Warszawie



Wyobrażam sobie słynną ulicę w Nowym Jorku i młodą dziewczynę, która w deszczu czeka na autobus… W liceum namalowałam taki obraz: Dziewczyna z parasolką w strugach deszczu.
Zaintrygował mnie tytuł i okładka książki, które przypomniały tamte młodzieńcze emocje. Tak zaczęła się moja przygoda z Lili –główną bohaterką powieści. 
Niepotrzebnie czytałam tę ksiażkę.Wróciły do mnie dawne przeżycia, których nie chcę pamiętać

Już na początku utworu poznajemy młodą studentkę, która wynajmuje mieszkanie razem
z koleżanką. Rozstaje się właśnie z chłopakiem, wykupuje los na loterii, spotyka się z babcią, która zmusiła ją do odwiedzenia do matki.
Jej przyjaciółka znika. Detektyw uświadamia Lili, jak mało o niej wiedziała. Poszukiwania zaczynają odkrywać dramatyczne fakty, powiązania bliskich Lili. Wątek sensacyjny nie jest jednak jedynym w utworze. Równocześnie rozgrywa się walka Lili z białaczką, rodzi delikatne uczucie do człowieka znienawidzonego przez rodzinę.
Każdy z bohaterów skrywa jakąś trudną historię, zmaga się z przeszłością, lękami, dramatycznymi doświadczeniami. Alkoholizm, tragiczna śmierć bliskich, dziwna sekta-czy kościół, doświadczenia wojenne, brak matczynej czułości – to ich przeszłość. Czytelnik stopniowo poznaje nowe okoliczności, pojmuje dziwne zachowania bohaterów. W ten sposób „Dziewczyna z Times Squar” okazuje się powieścią psychologiczną.  Zmagania z chorobą, chemią, wymiotami przeplatane nadzieją i porażkami, tworzą oś powieści, wokół, której rozgrywają się inne wątki. W tle pojawiają się opowieści babci Lili, która pochodzi
z Polski, przeżyła obóz koncentracyjny, uratowała żydowskie dziecko. Czy wydarzenia wojenne mogą jeszcze mieć wpływ na bohaterów, żyjących w latach dziewięćdziesiątych?
Dziewczyna z Times Squar przypomniała mi dawno malowany obraz. Wówczas też doświadczyłam raka. Zmarli po kolei moi rodzice. Opis leczenia Lili przypomniał mi moje emocje. Czułam się jak w szklanej kuli, niby uczestniczyłam w życiu, chodziłam do szkoły, ale moja świadomość utknęła jakiejś innej rzeczywistości, innym wymiarze. Dlatego te wszystkie zbyt słodkie momenty powieści, nie irytowały mnie. Myślę, że dla chorego, dla bliskiej osoby takie chwile są czymś wyjątkowym. Ja nie doświadczyłam  tych zwykłych sytuacji. Tata zmarł, po tym, jak wysłał mnie po lody do centrum Warszawy. Zrobił to chyba celowo. Gdy odchodziła mama w radiu grali piosenkę z jej młodości. Płakała… Nie mogłam nic zrobić… Wyobrażałam sobie, jak żałuje życia, które znika. Potem zaczęłam malować. Dziewczynę z długimi włosami, która sama stoi na przystanku w strugach szarego deszczu, jakby chciała zmyć emocje…

czwartek, 6 czerwca 2019

Agresja słowna w Internecie

Ten tekst publikowałam w nieistniejącym już portalu 10 lat temu. Wtedy właściwie nie używało się jeszcze terminu "hejt", wydaje mi się,że to,co napisałam dziś wydaje się zbyt delikatne, ale zasady powstawania agresji zostały te same. nikt wtedy jeszcze nie mówił o opłacanych trolach, o celowym opluwaniu i dyskredytowaniu przeciwników  w"dyskusji".


Agresja werbalna w Internecie


Z agresją, czy to w Necie, czy w świecie rzeczywistym spotykamy się na co dzień. Gdy nas nie dotyczy najczęściej „przechodzimy” obok niej obojętnie, czasami tylko wypowiemy kilka słów krytyki. Najczęściej dotyka nas w niewielkim stopniu, do jej przejawów przyzwyczailiśmy się, jest obecna w życiu, więc nie reagujemy gwałtownie albo w ogóle nie reagujemy na dosadne docinki, wulgaryzmy, kłótliwe sąsiadki, inwektywy wypisywane w Internecie pod adresem innych.
W Sieci, co jakiś czas pojawiają się wypowiedzi, zdjęcia czy filmy wideo, których celem jest „dołożenie komuś”, a im mocniej, dowcipniej zdaniem autora, tym lepiej. Niektóre portale, podobnie zresztą jak wydawnictwa drukowane specjalizują się wyszukiwaniu sensacji, wątków uwłaczających godności osób, o których traktują, a „przyczepić się” można przecież do wszystkiego. Taki profil jest gwarancją popularności. Na ogół te „opinie” po dłuższym lub krótszym rozgłosie odchodzą w zapomnienie bez żadnych konsekwencji. Ostatnio, okazało się jednak, że pozornie nieszkodliwa agresja słowna może wpłynąć na życie osoby obrzucanej obelgami. Dwa wydarzenia, o których było głośno mediach przypomniały, ile mogą znaczyć wypowiedziane, a tym bardziej napisane słowa.
Sąd wydał wyrok skazujący, za używanie słowa „pedał” w kontekście uwłaczającym godności adresata, a jakiś czas później znana siatkarka odeszła z kadry pod wpływem obelg pisanych przez internautów. Może, dobrze, że tyle o tym mówi się i pisze się. Przynajmniej niektórzy dowcipni autorzy zastanowią się, nim zamieszczą kolejną obelżywą wypowiedź. Niestety, tylko niektórzy!

 Walka na słowa

Język wyraża emocje, sposób wypowiadania się charakteryzuje autora. Język opisuje otaczający świat, odzwierciedla relacje społeczne, wpływa i kształtuje rzeczywistość. Pisząc, mówiąc ujawniamy myśli, osądzamy, tworzymy relacje społeczne, wpływamy na odbiorców. Słowa potrafią koić, przyczyniać się do empatii, mogą też razić, stać się narzędziem walki. Słowa wypowiedziane żyją krótko, chyba, że zostaną nagrane, słowa zapisane trwają, docierają do wielu odbiorców, słowa w Sieci znajdują czytelników na całym globie.
W Internecie oprócz słów - informacji, słów - budujących więzi, słów –empatii, znajdziemy słowa, które ranią. Walka na słowa jest częścią Sieci.

 Język realizuje potrzebę kontaktu, bycia wśród ludzi, bycia zauważonym. Relacje, też te internetowe przybierają różne formy, nigdy jednak nie mogą istnieć bez emocji. Osoba przekazująca komunikat, czyli nadawca, wyraża swoje uczucia za pomocą różnych środków językowych, wyrazów ekspresywnych odzwierciedlających zarówno zachwyt jak i wściekłość i niezadowolenie. Wyrażenia te określają emocje przekazywane przez zdanie, bądź dotyczą innych osób, odnoszą się do rzeczywistości, odzwierciedlają negatywny stosunek nadawcy do świata lub odbiorcy. Stają się narzędziem walki.
Agresja werbalna, nie jest niczym nowym. Internet, jedynie daje większe pole popisu, pozbawia nas hamulców, bowiem sądzimy, że ukryci, pod Nickiem, jesteśmy anonimowi. Nie jest to oczywiście prawdą, istnieją przecież sposoby techniczne, by dotrzeć do każdego Internauty.

Często wydaje się nam, że agresja jest równoznaczna z przemocą fizyczną. Nic bardziej mylnego! W psychologii istnieje pojęcie przemocy psychicznej, niezwiązanej z użyciem siły wobec drugiego człowieka. Przykładem takiej przemocy są wszelkie wypowiadane i pisane słowa, których celem jest poniżenie, wyśmianie, zastraszanie drugiego człowieka. Przemoc werbalna bywa równie groźna. I nie istotne, jakiego języka używamy, choć z przemocą od razu kojarzą się wulgaryzmy. Można, bowiem obrażać, poniżać w sposób nieuwłaczający normom językowym, używając pięknego literackiego słownictwa. Najczęściej jednak w internetowych bitwach słownych pojawiają się mocne, wulgarne wyrażenia.

W kontaktach bezpośrednich, czy nawet telefonicznych, możemy używać podniesionego głosu, krzyczeć. Agresja wyraża się nie tylko poprzez wypowiedziane treści, ale również poprzez ton, sposób zachowania, mimikę. Tej broni nie mają Internauci. Wszystko musi zostać napisane wystarczająco dobitnie, a dobitnie często oznacza wulgarnie.
Krzyk, kłótnie w Realu trwają określony czas, wywrzeszczane słowa zostają w pamięci poszkodowanego, gdy nie ma świadków, trudno nawet oskarżyć kogoś o zniewagę, a ileż to razy agresja jest chwilowym wybuchem emocji, o którym zapominają obie strony? W Internecie zapisane słowa istnieją, są czytane i komentowane, żyją jakby na nowo, docierają do milionów ludzi.
Co jest przyczyną językowych zachowań agresywnych? Niektórzy psycholodzy twierdzą, że ich źródłem bywa odruchowy, często nieprzemyślany odzew na bodziec. W relacjach w Realu wypowiedziane opinie mogą być efektem jedynie spontanicznej reakcji, chwilowej złości, powodującej niekontrolowane wypowiedzi. W takiej sytuacji, można jednak przeprosić, wyjaśnić swoje zachowanie. Czy tak samo dzieje się w Sieci? Podczas pisania komentarza w Internecie, nawet, gdy jesteśmy bardzo wzburzeni widzimy tekst, nim pojawi się on w Sieci, możemy go skorygować, zmienić zbyt ostre słowa. Emocje zawsze mogą zostać przygaszone, mamy tę chwilę na zastanowienie się. Więc skoro pojawiają się takie wypowiedzi, ich autorzy raczej wiedzą, co robią i świadomie je publikują. Choć, zachowania jednostek w grupach są podobne w społecznościach wirtualnych i rzeczywistych, w kontaktach bezpośrednich podświadomie reagujemy na znaki odbiorcy. Chwilowy impuls, pragnienie zadania ciosu mogą zostać zniwelowane przez nasz mózg. Ileż to razy podczas spotkania rezygnujemy z tego, co zamierzaliśmy wcześniej powiedzieć, widząc rozmówcę, jego reakcje, spojrzenie wycofujemy się. Internet z jednej strony powala zastanowić się, nim post pojawi się w Sieci, ale za to odbiera nam możliwość reakcji na sygnały wysyłane przez odbiorcę, dlatego nie blokuje zachowań agresywnych.
W ten sposób słowa pisane w Sieci nie tylko informują, wyrażają emocje, ale stają się metodą walki. Świetnym przykładem są wypowiedzi związane z polityką, propagandą. Jakże często ich język bywa agresywny, choć powinien być rzeczowy, konkretny.
Zresztą w konfliktach rozgrywających się w Sieci, których celem jest atak, nie ma mowy o dyskusji, argumentach, przekonywaniu. Tu chodzi najczęściej jedynie o uwłaczanie czyjejś godności, inwektywy. I nie istotne, w jaki sposób są one wyrażone, poprzez wulgaryzmy, czy „kulturalnie”. Cel jest taki sam – poniżenie. Bardziej lub mniej inteligentnie dobrane epitety, określenia wartościujące mają urazić i zostać zauważone nie tylko przez adresata, ale przez czytelników. Właśnie potencjalni odbiorcy i ich późniejsze posunięcia są najważniejsze. A najczęściej reakcją na atak jest również atak. I o to chodzi w tej grze, która przyjmuje nieraz formę słownej bójki. Ci, którzy zignorują napastliwe posty i milczą nie liczą się. Czasami, ktoś wyrazi dezaprobatę i na tym koniec. Walka trwa między tymi, którzy chcą ją podjąć, którym odpowiada taka konwencja.

Jak wyrazić emocje?

Agresja werbalna od razu kojarzy się z niewybrednym słownictwem. Jednak wulgaryzmy nie zawsze muszą być przejawem atakowania odbiorcy. Trzeba pamiętać, że dla niektórych są zwykłymi przecinkami, podkreślają emocje niczym emotikony. Niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy, że piszą niestosownie, inni, zaś popisują się w ten sposób przed znajomymi. Przeprowadzane badania pokazują, jak różne bywają powody stosowania owych mocnych określeń, od celowego obrażenia odbiorcy, po rozładowanie emocji, uzewnętrznienie radości. Najczęściej jednak używanie ich wiąże się z demonstracją siły, chęcią zwrócenia na siebie uwagi. Inne statystyki dotyczące przemocy werbalnej w Internecie, też powielają powyższe wyniki, wskazując, że najbardziej pospolitą odmianą przemocy werbalnej w Sieci jest wulgarne wyzywanie.
Złość, nienawiść, można również wyrazić zwrotami bardzo kulturalnymi. Rozmawiając z kimś podnosimy głos, wykonujemy nieuświadomione gesty odzwierciedlające uczucia, lęki, poczucie wyższości czy zdenerwowanie. W Internecie brakuje mowy ciała, musi wystarczyć kontekst wypowiedzi, odpowiedni dobór słów.”Wstrętne psisko” może wyrażać, gniew, niechęć, ale również sympatię i miłość, bowiem barwa emocjonalna wyrażeń zmienia się zależnie od sytuacji, tonacji głosu, mowy ciała. Dlatego w Sieci tak łatwo o nieporozumienia, zwroty bez znaczenia dla nadawcy bywają zrozumiane opatrznie, zwykła, obojętna emocjonalnie wypowiedź zostaje odebrana jako atak. Poprawny, dopuszczalny język również może oznaczać agresję. Spójrzmy chociażby na forum Szkła Kontaktowego. Obok dowcipnych, rzeczowych opinii można znaleźć pełne jadu ukąszenia, w których nie znajdziemy ani jednego niestosownego zwrotu. W wielu komentarzach, do blogów, do dyskusji piszący ostro wyrażają swoje negatywne opinie, nie używając przy tym niestosownych słów. Takie, pozornie delikatne oceny też mogą ranić, stać się narzędziem werbalnej przemocy.

Na forach pojawia się mnóstwo wyzwisk, którymi obrzucają się znajomi ze społeczności istniejących również w Realu. Tu nie ma mowy o anonimowości w grupie, wszyscy doskonale znają się i wiedzą, komu „dokopują”. Czasami jest to popisywanie się, ale też zdobywanie popularności dominacji w społeczności, celowe poniżanie znajomych. Im więcej wulgarnych słów tym lepiej, efekt jest mocniejszy, na pewno zostanę zauważony! Takie zachowanie może być efektem kompleksów, poczucia słabości. W Sieci łatwo zyskać popularność, a jeśli zwyczajnie brakuje powodów do sławy, najłatwiej zaistnieć pokazując siłę poprzez odpowiedni język. To przykład agresji całkiem jawnej, skierowanej do konkretnych osób. Ciekawe jednak, czy te same osoby spotykając się w Realu zawsze mają odwagę powiedzieć to samo, co wcześniej napisały na forum? Mimo wszystko trudniej wypowiedzieć swą opinię w cztery oczy, nawet, gdy negatywny stosunek do drugiej osoby nie jest tajemnicą. Internetowy post nie wymaga tyle odwagi. Tu można wyżyć się do woli i do tego wiadomo, że nikt nie przerwie popisów „erudycji”, a na pewno ktoś przeczyta, skomentuje i dyskusja o atakowanej osobie będzie się rozwijać. W końcu o to chodzi. Nie wszyscy zobaczą, jaki jestem „wspaniały”. W grupie nie można sobie na tyle pozwolić, bo zwracamy się bezpośrednio do atakowanej osoby, zawsze są jacyś świadkowie, zawsze ktoś przerwie napastliwe tyrady, i szybko można ponieść konsekwencje takiego zachowania.
Sieć w naszej podświadomości pełni rolę zasłony, choć łączymy się z całym światem, znika bariera odległości, równocześnie schowani za ekranem monitora,
czujemy się bezpiecznie. Skoro nawet osoby znające się bez problemu w używają w Necie wobec siebie obelg, wulgaryzmów, tym bardziej agresja słowna pojawia się na forach nie związanych z grupą społeczną istniejącą też w rzeczywistości. W takiej sytuacji czujemy się całkiem anonimowi, więc można ujawnić całą swoją niechęć wobec innych.
Czytając niektóre wypowiedzi pojawiające się w Internecie, można pomyśleć, że żyjemy w świecie, w którym króluje jedynie przemoc, a ludzie najchętniej wzajemnie pozabijaliby się. Dostaje się politykom i innym znanym ludziom, ale także czatowiczom od innych czatujących.
Na jednym z forów grona.pl „lider ” klasowy atakuje koleżankę, za to, że jest właściwie typową dziewczyną, która nieźle, choć też nie rewelacyjnie uczy się i wraz z koleżankami nie bierze udziału w konfliktach klasowych. Lider używa właściwie samych słów wulgarnych, kilka w jednym zdaniu. Do ataku przyłącza się drugi uczeń, ale ten pisze już delikatniej, jakby chciał tylko przypodobać się liderowi, jego język jest zwyczajny, potoczny, właściwie pozbawiony wulgaryzmów. Osoba atakowana wypowiada się rzadko, bardzo rzeczowo i kulturalnie, dopiero, po paru dniach owej walki używa jednego dosadnego słowa. Może uważała, że tylko w ten sposób zostanie zrozumiana. Na napastnika to nie działa, dalej sypie wulgaryzmami, poniża koleżankę. Wyraźnie czyje się tak lepiej, im więcej osób włącza się do dyskusji, tym pisze więcej obelg. Dyskusje przerywa parę wypowiedzi innej dziewczyny, można domyślić się, że spoza paczki atakowanej, jednak broniących ją i trafnie oceniających postawę lidera, jako popisywanie się i udawanie silnego. Możliwe, że ów apel o zgodę w klasie, że odniósł skutek, bowiem dyskusja została nagle przerwana.
Taki model pojawia się w wielu potyczkach internetowych. Do agresorów dołączają się osoby, próbujące kontynuować rozpoczęty wątek w tym samym napastliwym tonie, oraz osoby przyjmujące przeciwną postawę, krytykujące słowne ataki. Oczywiście w społecznościach o większym zasięgu w dyskusji bierze udział wiele więcej osób. Na tym poziomie na plotkarskim portalu pudelek.pl toczył się dyskusja o tuszy pewnej znanej aktorki. Tematyką tego i innych podobnych serwisów są plotki, opinie dotyczące nie spraw merytorycznych, ale właśnie wyglądu, kontaktów towarzyskich, życia osobistego. Przy takiej konwencji można spodziewać się napastliwych komentarzy internautów. Działa pewnie w takich przypadkach, znana w psychologii zasada przenoszenia swoich kompleksów, problemów na innych. Nie radzę sobie z tuszą, ale pewna znana też jest zbyt tega, więc niech wie, jak wygląda, niech inni też sobie uświadomią, że nie jest taka wspaniała. Nic mi się nie udaje, straciłem dobrą pracę, ale lubianej dotąd sportsmence również nic nie wychodzi, więc jeszcze jej dołożę, napiszę, że jest słaba!
Skąd bierze się agresja?
Psycholodzy nie są zgodni, co do przyczyn agresji, których doszukują się zarówno w genetyce, wrodzonych popędach, jak i czynnikach zewnętrznych. Agresja na pewno wiąże się z wyrażaniem negatywnych emocji niezależnie od przyczyny cel jest podobny: nękanie, gnębienie, świadome sprawiane bólu. W przemocy werbalnej jest to oczywiście ból psychiczny
O agresji można mówić wtedy, gdy próbuje się zaszkodzić, lub rzeczywiście szkodzi się innym. Musi to być działanie celowe. Niezależnie od tego, czy przychylimy się do opinii, że agresja to cecha wrodzona, uwarunkowana socjologicznie, spowodowana frustracją, lękiem, bezsilnością, muszą zaistnieć okoliczności sprzyjające takiej postawie. Często są nimi anonimowość, przebywanie w tłumie oraz sytuacje, w których odpowiedzialność społeczną można przenieść na autorytety. Te wszystkie warunki istnieją w Sieci. Ludzie nie raz robią to, co inni, wykonują polecenia, nawet, jeśli z nimi nie zgadzają. W Internecie wystarczy, że ktoś zamieści napastliwy post, natychmiast pojawią się następne, zawsze znajdą się osoby, które podejmą temat i napastliwą konwencję wypowiedzi. Wystarczy sygnał – parę dosadnych sformułowań. Badania potwierdzają, że odległość, nie tylko fizyczna, ale też społeczno - emocjonalna sprzyja zachowaniom agresywnym. Gerd Mietzel - psycholog społeczny przypomniał eksperyment, podczas którego zadaniem było ukaranie impulsem prądu. Okazało się, że jeśli osoba, która miała zostać ukarana przebywała w sąsiednim pomieszczeniu polecenie wykonało aż 63 procent badanych, jeśli wszyscy przebywali w jednym pomieszczeniu, już tylko 40 procent posłuchało poleceń, natomiast, gdy karzący był bardzo blisko ukaranego, tylko 30 procent badanych wykonało polecenia. Odległość, a tym bardziej fakt, że nie widzi się obiektu agresji powodują, że przestają działać hamulce emocjonalne i etyczne. Tak dzieje się przecież w Internecie, gdzie nie widzi się reakcji drugiej strony, tych pozornie niedostrzegalnych znaków mowy ciała, mimiki, a sam napastnik też czuje się anonimowy, więc bezpieczny. Internet, może pomóc osobom zablokowanym, nieśmiałym w otwarciu się na świat, może też stymulować agresję. O ile osoba mająca trudności z nawiązywaniem relacji, potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, jakiejś zasłony, sprawiającej, że odważy się i nauczy funkcjonować w grupie, ludzie, wyładowujący złość korzystają z anonimowości, jako ochrony przed odpowiedzialnością.
Psycholog i filozof Erich Fromm uważa, że wszelką przemoc wywołuje nienawiść irracjonalna. Racjonalny gniew jest reakcją na zagrożenie życia, poglądów, wygasa, gdy owo zagrożenie znika. Nienawiść irracjonalna, jest zaś, cechą charakteru, która objawia się nieustanną gotowością do nienawidzenia. Taka osoba, czuje się szczęśliwa, usatysfakcjonowana, gdy ma możliwość wyrażania negatywnych emocji. Nieistotny okazuje się przedmiot agresji. Niektórzy przy każdej okazji przyjmują rolę sędziego, oskarżają, potępiają, wybaczają. Z poniżania, pogardzania innymi czerpią zadowolenie, czują się lepsi. Czyż, takie tłumaczenie agresji doskonale nie odzwierciedla zjawisk mających miejsce w Sieci? W Internecie obserwujemy zachowania, które nie mają żadnej przyczyny, gdy zadawanie bólu psychicznego, poniżanie bez żadnego powodu, staje się przyjemnością. Przecież większość komentarzy w Sieci dotyczy spraw, osób, których autorzy tak naprawdę nie znają, o których nie mają pojęcia. Widać, że czerpią satysfakcję z pastwienia się nad innymi. Jakże przyjemnie jest wytknąć aktorce jej wady, a innej osobie „podeszły” wiek, albo krzywe nogi!
Agresja bywa też nawykiem, wyuczonym sposobem reakcji na negatywne bodźce, lub na frustrację. Jednostka w ciągu życia uczy się, że w ten sposób można coś uzyskać, na przykład aprobatę w środowisku, lub po prostu wyładować podekscytowanie. Niektórzy nie umieją w inny sposób radzić sobie z gwałtownymi uczuciami, nie znają innych metod na pokazanie swojej siły. Wszelkie niepowodzenia, kompleksy, zazdrość powodują u nich wybuch złości, a Internet daje dużo możliwości wyładowania jej, bo emocje, bez żadnych konsekwencji  można skierować do osób znanych tylko z mediów, więc tak naprawdę nie znanych wcale. Nie jeden zakompleksiony Internauta chętnie dosadnie skomentuje zły wygląd osoby publicznej, przegraną sportowca, chociaż w ten sposób poczuje się lepszy. To, że nikt zawsze nie jest w najwyższej formie nie ma żadnego znaczenia. W technikach terapeutycznych często wykorzystuje się mechanizm nazywania emocji, których nie umiemy, lub nie chcemy ujawnić, poprzez ich zapisywanie, rysowanie, lub odgrywanie scenek teatralnych prowokujących do uzewnętrznienia się. Z uczuciem, które zyskuje w ten sposób, jakby osobowość łatwiej sobie radzić. Prawdopodobnie tak samo działają osoby wypisujące w Sieci obelgi. Podświadomie, w ten sposób, ukrytym emocjom dają życie, czują się lepiej, gdy widzą je zapisane.
Działa tu tez mechanizm przeniesienie agresji na inny obiekt, gdy z różnych przyczyn nie można ujawnić jej w konkretnej sytuacji. Zamiast złościć się na szefa bezpieczniej jest skrytykować na forum polityka.
Internauci tworzą społeczności, grupy i grupki społeczne. Działają w nich takie same mechanizmy jak w Realu. Niektóre zjawiska są pogłębione, ostrzejsze, na przykład poczucie anonimowości i związanej z nim bezkarności.

I co z tą agresją ?

Choć istnieje wiele opinii o przyczynach agresji, jedno jest pewne: zachowania agresywne są przypisane człowiekowi. Agresja zapewniała obronę, atak na wroga, możliwość zdobycia pokarmu, bywa też podświadomą reakcją na bodźce, sposobem funkcjonowania w świecie. I w historii i współcześnie spotykamy się z jej różnymi formami, od wojen, ataków terrorystycznych po bójki, walkę za pomocą słów. Tacy jesteśmy! Rewolucja technologiczna nie zmieniła świata pod tym względem. Internet stał się kolejnym miejscem, gdzie obserwuje się zachowania agresywne, a głównym sposobem wyrażania negatywnych emocji jest pisanie. Sieć łączy nas w wielką społeczność. Na każdą społeczność składają się jednostki o różnej osobowości, różnych systemach wartości. Tego nie zmienimy, chyba, że wprowadzi się ostrą cenzurę Internetu. Ale czy to byłoby dobre rozwiązanie?


wtorek, 4 czerwca 2019

„4 czerwca 1989 roku w Polsce upadł komunizm”



4 czerwca 1989. moja córka miała 10 miesięcy . Puszczałam jej kiepsko nagrane piosenki Jacka Kaczmarskiego, Gintrowskiego,  piosenkę o Janku Wiśniewskim. Nie mogłam wtedy wiedzieć, że trzynaście lat później słowa tej piosenki będą w jej podręczniku do języka polskiego w gimnazjum. Nie mogłam tego wiedzieć, chyba nie wierzyłam, że coś się na trwałe zmieni, choć bardzo wierzyć chciałam. Słuchałyśmy,  więc tych niezwykłych kołysanek. W pawlaczu, w schowku na korytarzu w różnych innych miejscach trzymałam gazetki podziemne, wiersze Barańczaka, „Zniewolony Umysł”, podręcznik historii i parę innych tytułów, które niedawno musiałam przeczytać  przed maturą. Pisałam pamiętniki, zapiski naszych nadziei, lęków i rozczarowań. Chciałam, by w przyszłości poznała prawdziwą historię, by wiedziała jak przebiegało powstanie  warszawskie, że pradziadek zginął w Katyniu, a  prababcia była  na Syberii…
4 czerwca świat się odmienił. Pierwszy raz głosowałam. Potem… bardzo bałam się, cieszyłam się, ale bałam się, że znów, mimo umowy, okrągłego stołu, wszystko wróci do „normy”. Mój mąż grał z kolegami w karty, jakby nic się nie stało, sąsiadka mówiła tylko o kolejce po pralki. Nie mogłam tego znieść! Cóż z tego, że też nie miałam pralki, a „niebieskie” mleko dla dziecka  zdobywał mi kolega? Byłam szczęśliwa!  Jeździłyśmy, więc z Kasią na Starówkę. Tam czułam atmosferę wolności.
Moje dokumenty historii jeszcze długo trzymałam w ukryciu.
Dziś…, dziś płytę Kaczmarskiego kupiłam w EMPIKU. „Inny Świat”- Herlinga –Grudzińskiego jest lekturą. Dla moich uczniów Solidarność jest taką samą odległą historią , jak Powstanie Warszawskie.  Politycy kłócą się, a niektórzy chyba nie pamiętają czasów młodości i tęsknią za komunizmem.
 Ale na tym polega wolność. O to walczyliśmy, o tym marzyliśmy.
                                                                                                               
Tak pisałam w 2012 roku.
Dziś jestem dumna, że w Gdańsku, kolebce tamtej prawdziwej solidarnej Solidarności świętujemy dzień, w który zrealizowały się marzenia o wolnej Polsce, który zapoczątkował normalne życie. Boli mnie, że jesteśmy niezdrowo podzieleni, ponieważ boję się, że rozsypuje się powoli to, co budowaliśmy wiele lat. Bywało trudno. Reforma Balcerowocza ratowała gospodarkę, ale sprawiła, że nagle zaczęło brakować pieniędzy na jedzenie. Wiedzieliśmy, że  jest potrzebna, ani przez  chwilę nie narzekaliśmy. Trzeba było poświęcić się dla dobra kraju, to było oczywiste.
Dziś niestety sprawdzają się słowa Kaczmarskiego i „mury rosną i rosną”. Podziały, , pluralizm poglądów, spory są  normalne w krajach demokratycznych, jednak takie społeczeństwa umieją współistnieć, współdecydować. Spory nie zaprzeczają jedności. Mam wrażenie, że we współczesnej Polsce zaczyna brakować miejsca na  rozmowy. Dlatego chwała Gdańskowi, który potrafi być ponad to.
Dziś niestety mam wrażenie, że wizje Mrożka, wciąż są aktualne.
 Nie pozwólmy, by Edkowie zawładnęli nami i pokonali mądrość i wrażliwość!  

niedziela, 26 maja 2019

# rozmyślania po wyborach



„Chciałbym być romantykiem”… napisał znajomy. Może lepiej być romantykiem? Romantyzm pozwala wierzyć, gdy ta wiara jest bezsensowna, każe walczyć, choć każdy sprzeciw kończy się porażką i nie wnosi nic nowego, nie zmienia nic! Romantyzm pozwala marzyć, tworzy wizje, które kiedyś mogą się ziścić.
Więc , chyba lepiej być romantykiem, bo inaczej zostaje pustka, irytacja, zdziwienie.
Więc śnię o kraju, którym rządzi Mądrość, a jej siostry Tolerancja i Demokracja są hołubione przez wszystkich, niezależnie od wyznawanych wartości, bo dla nich wszyscy jesteśmy dobrzy i mamy prawo różnić się, a ich wierna towarzyszka Prawda przegania obłudę, zaś polityczna nowomowa istnieje tylko jako ciekawostka w podręcznikach szkolnych. Więc śnię o kraju , w którym  ludzie myślą, o dniu dzisiejszym, nie dają się manipulować. Marzę o ojczyźnie stabilnej, z wizją przyszłości , w której można planować, być pewnym jutra. Nie chcę patrzeć, jak wszystko rozwala się, nie chcę, by wartości, dla których kiedyś narażałam się, przestawały cokolwiek znaczyć!
Tak jest mi smutno… nie tylko dlatego, że sadzę, iż wynik wyborów może powtórzyć się przy wyborach w Polsce, i z przerażeniem wyobrażam już  sobie  koalicję z narodowcami. Nie tylko dlatego, że boję się, kolejnych nieprzemyślanych nocnych reform, ustaw, kolejnych upadających stadnin w Janowie, które trwały nawet w komunizmie, programów telewizyjnych, które zmieniają prawdę. Jest mi smutno, ponieważ sami tak wybieramy, sami podejmujemy taką decyzję. Kiedyś jednoczył nas wspólny wróg, dziś przelatujące piórko, może wywołać konflikt. Kaczmarski wyśpiewał kiedyś że mury będą rosły. Niestety miał rację...  

sobota, 4 maja 2019

Modlitwa do codzienności




Dawno nie pisałam mój pamiętniku. Czy już nic nie dostrzegam, nie czuję?
Nie! Nie mam czasu na rozmowy z sobą, na refleksje o tym ,co mnie bulwersuje i fascynuje.
Wpadłam w nałóg pracy. Gdy pracuję jestem szczęśliwa, nawet jak padam ze zmęczenia, gdy pracuję uciekam od tego, co zabiera radość, spokój… Poświęcam się całym swoim jestestwem, angażuję każdą myśl…

Czego chcę?
Tylko codzienności! Ta nudna zwykłość jest tym, co daje poczucie bezpieczeństwa… Mogłaby trwać i trwać… o tym marzę, aby powtarzały się zwykłe dnie, że zwykłymi problemami i radościami: co kupić na obiad, kto wyniesie śmieci, jaki kolor  sweterka wybrać, kiedy znajdę czas na książkę, jak dzieciom idzie nauka, et cetera, et cetera.

Boję, że stracę ową zwykłość, nudę! Chciałabym tylko wiedzieć, że jutro, pojutrze, za miesiąc, dwa, będę się złościć, że nie odkurzone, cieszyć, że świeci słońce, pada śnieg…

Dlatego modlę się do codzienności! Nie odchodź! trwaj!