niedziela, 7 kwietnia 2019

wolność


Pamiętam lata osiemdziesiąte, choć wtedy byłam jeszcze siksą
Wtedy… nigdy nie pomyślałam, aby wyjechać z kraju. Miałam zwykłą nadzieję, choć byliśmy w mocy Wielkiego Brata. Miałam przekonanie, że nawet  wielu z tych , którzy stoją „ po właściwej stronie” , myśli inaczej, że… kierują się wygodą , strachem… Łączył nas jeden cel – wolność, demokracja. Wówczas, wydawał się jakże odległy. Byliśmy różni… Cicho roznosiliśmy  ulotki, uczyliśmy się prawdziwej historii i literatury z książek drukowanych na powielaczach i  na tajnych spotkaniach. Nie znosiłam wtedy pozerów, którzy przechwalali się swoją działalnością opozycyjną, dużo krzyczeli … Kim byli naprawdę …  ?

Dziś jestem przerażona. Nie mam nadziei. Dziś czuję żal, że tracimy to wszystko, co zbudowaliśmy od 1989 roku. Pewnie kiedyś opamiętamy się, pewnie kiedyś będziemy mieli mądre władze i zaczniemy znów mozolnie tworzyć demokrację…, ale po co niszczyć z trudem wywalczoną wolność?    W latach osiemdziesiątych nie mieliśmy nic do stracenia, mogło być tylko lepiej… Teraz przegrywamy wszystko. Na własne życzenie, ponieważ tak wybraliśmy. Matematycznie nie mamy szans zatrzymać się . Przecież każda ustawa zostanie przegłosowana.
Gdy pierwszy raz słyszałam „Mury” Kaczmarskiego , byłam zła, że stworzył pieśń o braku porozumienia, gdy czuliśmy się solidarni. Czułam niepokój, bo w głębi duszy, analizując naszą historię,  wiedziałam, że to pieśń profetyczna. „A mury rosły,rosły…”


2017

Przecież świat się nie zawali


Przecież świat się nie zawali.
Masz problemy? Poważne ? Nie możesz ich rozwiązać?  Czujesz się bezradna….
Jesteś zdrowa.
Jak ich nie rozwiążesz, coś zmieni się? Zawali się świat?
Przestaniesz chodzić do pracy ? Kochać? Myśleć o innych?
Nie przeczytasz książki?, Nie wyjdziesz z psem? Nie pomożesz dziecku?,  Wybuchnie wojna ?...
Zrobisz wszystko jak zawsze, nic się nie zmieni !
Nic się nie zmieni ! Zaświeci słońce, spadnie deszcz, wyjdziesz z psem, zrobisz obiad…
Nic się nie zmieni! Więc żyj dalej…
Ale… nie radzisz sobie?
 Trudno… Kiedyś pewnie znajdziesz rozwiązanie! A jeśli nie ?
Świat się nie zawali, nic się nie zmieni….
2017

sobota, 6 kwietnia 2019

Stachura po latach


Jak interpretować poezję? Wiersze – to dusza poety, jego myśli z tej konkretnej chwili, może za miesiąc, rok napisałby już inaczej?
Gdy czytam wiersze, gdy czytasz wiersze czujesz je w tym konkretnym momencie. Percepcja to suma przeżyć, doświadczeń, stanu emocjonalnego. Za rok, za dziesięć lat te same słowa mogą już znaczyć co innego…
Jako nastolatka zachwycałam się Edwardem Stachurą. Jego filozoficzno depresyjne wiersze otwierały świat bliski moim emocjom. Czytając w podświadomości nie dopuszczałam myśli o samobójstwie poety. Smutne strofy odzwierciedlały moje emocje, stanowiły  drogę poszukiwań sensu egzystencji. Czy ów sens znajdowałam, czytając Stachurę, Sylwię Plath? Nie wiem? Na pewno poezja dawała mi siłę…
Dziś znów wpadł mi w ręce dżinsowy tomik Stachury…Wiersze, które znałam, które czytałam kiedyś wiele razy, zatrwożyły mnie… Poczułam lęk… znane strofy niepokoiły..! Pochłaniałam je, jak kiedyś, ale to były dla mnie już inne wiersze… Dostrzegłam w nich tylko strach, przerażenie, motanie się z istnieniem. Wiem, że to tylko część prawdy o poecie..Muszę do nich wrócić, poszukać dawnych emocji, treści, które kiedyś dostrzegałam.



piątek, 5 kwietnia 2019

Strajk nauczycieli


Strajk nauczycieli

Jestem wściekła, jestem zła! Kocham uczyć, lubię swoich uczniów, choć dają czasem w kość. Chcę uczyć, a władza zmusza mnie do strajku. Jestem zła, że  zabierają mi to, co przynosi mi frajdę, że te ostatni czas sprzed końcem roku maturzystów, nie mogę ich „dręczyć” kolejnymi zadaniami, że musze się martwić, czy będą mogli zdawać matury, czy moja i ich praca nie pójdzie  w tym roku na marne.
Mnie jest już wszystko jedno ( może to już jakaś apatia, początki depresji), nie zastanawiam się  teraz, jak dam sobie radę bez wypłaty, bo za strajk nie płacą, ale myślę o koleżankach i kolegach, aby być z nimi,  myślę o uczniach, którzy zmierzyć się muszą z reformą, o nas wszystkich, którzy zamiast zająć się uczniami, doskonalić lekcje, wykorzystywać pomysły, doświadczenie, musimy zając się dostosowaniem, do kolejnych zmian, reform.

Czytam komentarze na posty o strajku, tzn, czytam masę hejtu obrażania, wulgaryzmów. I nie mam zamiaru nikomu tłumaczyć się, że nie pracuję 18 godzin, że nie mam trzech miesięcy wakacji, i że kiedyś,  na początku nie pracowałam w szkole i zmieniłam pracę na mniej płatną, ponieważ zawsze marzyłam, aby uczyć, że te 18 godzin przy tablicy, ktoś kiedyś wymyślił, ponieważ nikt nie powinien codziennie 8 godzin dziennie wytężać głosu, ponieważ tak jak  w wielu innych zawodach nie da się zmierzyć czasu pracy poza salą lekcyjną. Poza obowiązkami, typu rady, zebrania, nasza praca, polega na tworzeniu, nowych lekcji, zadań, testów, na sprawdzaniu, na szukaniu rozwiązań w trudnych sprawach Jasiów i Julek, na przygotowaniu do konkursów, olimpiad, pisaniu scenariuszy, na czytaniu i uczeniu się, Tak uczymy się ciągle, choć czytam, jacy jesteśmy niedouczeni. Nie chcę mi się tłumaczyć, że zielone szkoły, kolonie to  nie wyjazdy za darmo, ale najcięższa  praca, bo trwająca 24 godziny na dobę. Każdy, kto ma dzieci, wie jak bywają kreatywne.
A kokosy na korepetycjach, to mogą zarabiać, ci którzy nie pracują, a te 100 zł  pewnie ktoś bierze, ale nie większość, może są to nauczyciele akademiccy.

.  I nich mi nikt nie mówi, że mam zmienić zawód. Nie zrobię tego, chyba że wykopią mnie na emeryturę, bo nauczanie i młodzież – to miłość mojego życia. Może taką decyzję powinnam była podjąć  kilkanaście  lat wcześniej, wtedy poświęcenie miałoby jeszcze sens –sens finansowy.
Bo uniknęłabym wielu problemów,  moje dzieci nie byłyby jedynymi, które nie pojechały z klasą na wymianę, bo może ich dzisiejsze wybory, byłyby  bardziej realizacją marzeń niż praktycznym wybieraniem zawodu, w który można zarobić.

Strajk nauczycieli odzwierciedla naszą rzeczywistość.  Kiedyś, gdy  walczyliśmy wolność byliśmy razem. Dziś jesteśmy podzieleni. Najbardziej przerażają mnie komentarze, dotyczące różnych spraw życia społecznego, komentarze, w których brak tolerancji, współodczuwania, w których chodzi tylko o to aby, komuś dokopać. Przeraża mnie nowomowa, to że tak łatwo dajemy się manipulować, że spełnia się groteskowa wizja Mrożka, w której  zwyciężają  Edkowie. 




Zobaczyłam starość





zobaczyłam starość…
ma osiemdziesiąt lat.
ma nadzieję, że sześćdziesiąt.
chce być niezależna!
chce mieć siły takie jak niedawno jeszcze przecież miała.
jeszcze niedawno, jeszcze rok temu chodziła do pracy..
woła o pomoc –cicho… w myślach
zmaga się z nieposłusznym ciałem!
bez laski idzie na Stare Miasto- msza za powstańców nie może przecież przyjść o kuli
przewraca się! nie może wstać!...pomału podnosi się!..
już dobrze…
jest przerażona… nie poddaje się
znów jest silna, taka jak  niedawno przecież…
znów ma plany…

Zaproszenie na ślub


Zaproszenie na ślub
Irytuje mnie pseudo sarmacka tradycja , pozerstwo , traktowanie tego dnia w sposób komercyjny.
Byłam uczestnikiem ciekawej dyskusji na ten temat.  Ciekawej , ponieważ niby ważnego dnia w życiu pary dotyczyła, nikt nie poruszał tematów związanych z uczuciem, z  przyszłością.  O czym rozmawiano? O pieniądzach. Jak zaprosi się dużo gości, każdy da co najmniej po  dwie,trzy stówy, zwróci się impreza i zostanie na meble na przykład. Komercja zdominowała plany młodych i rodziny. Ciekawe, czy jeszcze pamiętają, dlaczego chcą się pobrać?  Co ma zrobić gość, który  nie może dać kasy? Nie przychodzić? Nie ma nic przeciw hucznym weselom, jeśli młodzi , powtarzam młodzi  chcą tak bawić się i jeśli stać ich na to.
Podobał mi się ślub pewnej pary. Cichy . Najpierw obiad dla rodziców i świadków, następnego dnia spotkanie ze znajomymi. Nikt nie sypał kasą. Nikt nie zbierał kasy. Rodzice przecież wspierają cały czas, nie tylko tego jednego dnia. Znam młodych ludzi, którzy wspierają się, realizują swoje cele mimo trudności finansowych, np.: facet pracuje i studiuje zaocznie, dziewczyna uczy się dziennie. Musi im starczyć na wynajęcie mieszkania. Taki model pojawia się często. Jeden z moich byłych uczniów niedawno opowiadał o żonie studiującej dziennie polonistykę. Sam jest kucharzem. Znam parę , która miała bajkowe romantyczne wesele, przejazd dorożką, kwiaty…ale oni tego naprawdę chcieli. Wspomnę jeszcze , że zaręczyli się na górskim szlaku. Nie wiem, czy dostawali pieniądze, możliwe, że tak, ale wesele organizowali dla siebie, aby uczcić ten niezwykły dzień, a nie po to by pokazać się, nie planowali ile zarobią n imprezie.

Ja


Ja
Odważna, pewna siebie, realizująca marzenia.
Ja, płochliwa pragnąca schować się przed światem. Kim jestem, mieszkanka dużego miasta, zakochana w Krakowie?
Zawsze chciałam pisać , albo uczyć, albo pracować naukowo. Wszystko udało się. Chciałam mieć dzieci -mam, chodzić po górach - i to udało się, w dzieciństwie marzyłam o wolnej Polsce-to też stało się faktem. Mam przyjaciół, pracę i na ogół spadam na "cztery łapy", przeżyłam miłość i wciąż marzę i dążę do czegoś! Cierpię na chroniczny brak kasy, ale jakoś sobie z tym radzę. Nie chciałbym robić czegoś , czego nie lubię, na przykład pracować w biurze, w banku i za to dużo zarabiać. Czasami bywa trudno, ale to nie ważne.
Ale...
Przychodzą chwile,że dziwie się, że jestem tym, kim jestem, że ktokolwiek mnie zatrudnił, że mam przyjaciół, że przeżyłam miłość.
Jestem wstrętna . Gdy sobie to przypominam, wszystko wydaje się bez sensu, nie znoszę, ale po chwili spojrzę na fajną fotkę, zajmę się pracą i o wszystkim zapominam. Chyba, tylko dzięki temu, że zapominam normalnie funkcjonuję. To boli, czasami strasznie, boli.
Mimo wszystko cieszę się, że jestem, cieszę się, bo świeci słonce, bo zdobyłam kolejny szczyt, a dziecko zdało egzamin.
Ale... nie poszłam na ślub koleżanki, bo stchórzyłam. Obcy ludzie, wszyscy piękni, a ja?
Boję się litości, boję się, że moje sukcesy, przyjaźnie, popularność w środowisku-to tylko litość!
Ale... uczniowie utrzymują ze mną kontakt nawet po wielu latach, niektórzy nadal zajmują się historią.
Wciąż, ktoś do mnie dzwoni, pisze maile, bo nie mam czasu na pogaduchy...
Ale jeśli to tylko z obowiązku?
Wiem, zajmę się życiem i znów o sobie zapomnę. Jak lubię te chwile.
2012